Matterhorn 2012 Alpy

Super User. Opublikowano w Wyprawy Rok 2012

 

 

Wyprawa na Matterhorn 4478 m npm (24-30.08.2012).

IMG 1516-1    

Zdjęcie wykonane rok wcześniej w  2011 przez Krzycha podczas wspólnej wyprawy na masyw Monte Rosa.Tam właśnie powstał pomysł o zdobyciu Matterhorna w przyszłym roku.

Wtedy wydawało się to dla nas tak odległe marzenie.

W głebi widać wynurzający się z mgły wierzchołek Matta.

 

   Warto próbować, mierzyć sie z samym sobą, odczuwać skrajne uczucia radości-strachu, niepewności by
w końcu poczuć spełnienie i radość.

Dlatego właśnie postanowiłem opisać moja wyprawę na Matterhorn, gdyż ta właśnie wyprawa dostarczyła mi tych wszystkich cudownych odczuć...

Chciałbym aby ta relacja z wyprawy było czymś w rodzaju zbioru informacji dla planujących wyjazd, dla innych być może inspiracją do działania nie koniecznie zdobywania szczytów górskich…

Nadszedł w końcu długo oczekiwany dzień wyjazdu a był to w piątek 24 sierpień 2012 roku. Dzień ten był oczywiscie poprzedzony przygotowaniami w szerokim tego słowa znaczeniu.P1050341-1 Musieliśmy ustalić wiele szczegółów takich jak: środek transportu, termin, uczestników wyprawy, niezbędny sprzęt, żywność, plan działania, zdobyć srodki finansowe itp... Oczywiście jak to zawsze bywa z planowaniem długoterminowym wszystko się zmienia wraz ze zbliżajacym się terminem realizacji przedsięwzięcia. Ostatecznie udało sie nam wszystko ustalić, załatwić i w piątek po pracy o godzinie 15 wyruszyliśmy z Radomia.

Wyruszylismy- czyli ja Robert i Andrzej. Jechalismy moim samochodem passatem kombi, co zapewniało nam wygodna podróż, dla planowanej 4 osobowej grupy. Po drodze w Krakowie zabraliśmy z dworca PKP Łukasza a nastepnie w Żorach Krzyśka. Do pokonania mieliśmy około 1700 km w jedną strone. Naszym celem była miejscowość Tasch w Szwajcarii. Tam najdalej mogliśmy dojechać własnym pojazdem.

W sobotę koło godziny 15 znaleźliśmy parking w centrum Tasch, w zasadzie znajdował sie przy pierwszym rondzie, więc znalezienie go nie stwarzało żadnych problemów. P1050327-1Miła obsługa, zaproponowano nam usługę w pakiecie a wiec parking na samochód 7 CHF na dobę i podwózkę do Zerrmatu za 15 CHF na osobę w obie strony. Do Zerrmatu można dostać sie jedynie kolejką badż busem. Zaakceptowalismy ofertę. Wypak na parkingu wszystkiego z samochodu i pakowanie ostatecznie plecaka. Po spakowaniu wszystkich niezbędnych rzeczy, plecaki były ogromne. Ważyły koło 25 kg. Zjedliśmy porzadny posiłek i zgodnie z ustaleniami po dokonaniu zapłaty, zostalismy przewiezieni wraz z bagażami do Zerrmatu(1610m npm).

„When you come back your muscles will be very big” takimi słowami żegnał nas z uśmiechem na ustach kierowca który nas podwoził, pomagając nam wyciągnąć nasze plecaki z busa. Dał nam kilka wskazówek co do kierunku dalszej drogi. Gdy usłyszał, ze chcemy iść z plecakami pod Matta namawiał nas byśmy skorzystali z elektrycznego mini busika którym przewiezie nas przez miasteczko a nastepnie z kolejki którą możmy dostać sie do schroniska Swarzsee (2650m npm). Ostatecznie zdecydowaliśmy że przejedziemy na drugi koniec miasta Zerrmat busikiem a stamtą już na nóżkach pniemy sie w góre.

Miasto Zerrmat a szczególnie początkowa jego cześć na początku wywarła na mnie nie zbyt pozytywne wrażenie. Rozkopane, zatłoczone odczuwałem jakis nie ład. Jednak jadąc w głab miasta moje odczucia ulegały zmianie. Ciasne kręte, malownicze uliczki, piękne górskie domy, uśmiechnięci mili ludzie to wszystko sprawilo, że poczułem jakiś spokój i sympatie do tego miejsca. Po dojechaniu do ostatniego przestanku, zarzuciliśmy plecaki (najtrudniejsze jest zawsze założenie plecaka :)) ruszyliśmy w góre. Na naszej drodze pojawiły sie drewniane budynki intrygującym kształcie..

P1240501-1Mijając ładne, stare drewniane zabudowania, wyobrażałem sobie że tak właśnie wyglądało to miasto a raczej wioska 100 lat temu, poruszaliśmy się w górę. Pogoda się pogarszała.

Mijając skupisko drewnianych domków spotkaliśmy przed jednym z nich mężczyznę, który zagadnął nas skąd jesteśmy i gdzie idziemy. Odpowiedzieliśmy, że jesteśmy Polakami i chcemy zdobyć Matterhorn. Nad naszymi głowami zbierały się chmury, wszyscy czuliśmy że w przeciągu 20 minut zacznie padać. Napotkany mężczyzna pospieszał nas byśmy szybko znaleźli schronienie bądź miejsce na nocleg i że poniedziałek ma być idealna pogoda by zdobyć górę.

Życzył nam powodzenia na co my z uśmiechem podziękowaliśmy i ruszyliśmy szybko przedDSCF9927-1 siebie . Szliśmy dość stroma dróżka skrajem lasu za naszymi plecami wraz ze zdobywaniem wysokości rozciągał się malowniczy widok na cały Zerrmat. Zgodnie z naszymi przypuszczeniami zaczęło kropić, prawie w tej samej chwili zobaczyliśmy tuż obok drogi mały drewniany budynek, przed wejściem było wypłaszczenie (idealne miejsce na rozbicie namiotu) a obok rosło drzewo idealnie maskujące miejsce biwakowe. Wszyscy byliśmy zgodnie, że to miejsce jest idealne na rozbicie namiotu.

Szybko się zorganiowaliśmy, rozbiliśmy namiot,  jedzenie i mycie. Najważniejsza rzeczą na noclegu jest woda. Mieliśmy szczęście tym razem, obok namiotu na łące włączony był system nawadniania. Zorganizowaliśmy się w dwie grupy, pierwsza to Andrzej z Łukaszem łapali wode,druga grupa to ja z Krzychem robiliśmy im zdjęcia i się z nich brechtaliśmy:) Najważniejsze to odpowiedni podział ról w załodze:).

IMG 3137-1Wieczorem w namiocie odbyła się narada dotycząca najbliższych planów. Na niedzielę zaplanowaliśmy dojście pieszo do schroniska Hornli-Hutte. Znajdowaliśmy obecnie sie na wysokości koło 1800 m n.p. planowaliśmy dojść do schroniska znajdującym się na wysokości 3260 m n.p.m. Przed nami ciężki dzień biorąc pod uwage, że mamy do pokonania kolo 1500 m w górę z ciężkimi plecakami. 

W czasie dnia pogoda była słoneczna, szliśmy w dobrym tempie, z każdą chwilą byliśmy coraz bliżej naszej wymarzonej góry a jej widok w oddali dodawał nam sił. Miałem wrażenie że im bliżej byliśmy szczyty, tym szybciej szliśmy i tym samym byliśmy coraz silniejsi:). Koło godziny 16 doszliśmy do celu, schronisko Hornli Hutte. Zrobiliśmy kilka zdjęć i ruszyliśmy szukać miejsca na rozbicie namiotu. W odległosci koło 200 m od schroniska znajduje się pole namiotowe. Wybraliśmy jedno z miejsce i rozbiliśmy namiot. Zaczeliśmy jak zwykle od zorganizowania wody. W miejscu gdzie zaczynało sie wejście na Matta widzieliśmy duże połacia sniegu. W znalezionej płachcie Andrzej z Krzyskiem przynieśli sporą ilość śniegu dzięki temu mieliśmy wystarczajacy zapas wody oczywiście po uwczesnym stopieniu sniegu:).

DSCF9981-2

 Taki właśnie widok mieliśmy z naszego noclegu. Przyglądaliśmy się z zachwytem, wypatrywaliśmy dróg wejścia,rozmawialiśmy o jutrzejszym dniu bo właśnie na jutro kolo 4.30 planowaliśmy wyjście.

Plan był następujacy: pojść spać o 20,wyspać się, wstać koło 3.30 zjeść i o 4.30 atak:). Zdobycie P1050446-1góry planowaliśmy w ciagu 1.5 dnia. Jednego dnia zdobyć szczyt i zejść do schronu Solvey (4003 m n.p.m) tam nocleg a we wtorek koło południa zejście do namiotu.

Jak się okazało w nocy koło 20 gdy bylismy już gotowi do snu leżeliśmy w namiocie rozpętałą sie wichura. Wiatr wiał z tak ogromną siłą że myślenie o śnie mogło pozostać tylko w swerze marzeń:). W jednej chwili ustał, nastała cisza, było to koło 1 w nocy oczywiście ja usnąłem od razu, Andrzej powiedział mi pózniej że nie spał wolał słuchać jak chrapię, jego wybór jeśli tak chciał:).

Po dwóch godzinach snu( dla wybranych) pobudka, wczesne sniadanie oczywiście smakowite liofilizaty, cały szpei, plecaki i w droge. Od 4 rano widać było swiatełka  zespołów wychodzącychP1240255-1 ze schroniska kierujących się do podnurza Materhorna. 

Dotarliśmy do miejsca rozpoczecia wspinaczki na Mata jako jeden z ostatnich zespołów.

Tworzyliśmy dwa zespoły ja z Andrzejem i drugi zespół Krzysiek z Łukaszem. Ruszyliśmy z Andrzejem pierwsi na początku widzieliśmy swiatła czołówek, kierowaliśmy się za nimi. Jednak po chwili swiatła znikneły za skałami od tej pory sami musieliśmy szukać drogi wejścia.

Szło nam całkiem nie żle, czasem pomyliliśmy drogę wtedy było trudniej:).Bardzo niebezpiecznymi fragmentami były pola sypkiej skały. Idą w tych miejscach czułem, że sie DSCF0131-5zsuwam, nie czułem przyczepności co chwile słychać było spadające kamienie i krzyki watch out, rocks. Bardzo nieprzyjemny fragment trasy. Wymagał ogromnego skupienia.

Naszym najbliższym celem był schron Solvay. Był to dla nas punkt odniesienia jednocześnie wskaznik kierunku wspinaczki. W końcu dotaliśmy do schronu, pierwsza moja myśl " jakie to maleństwo, a jednocześnie w sytuacji pogorszenia pogody może uratować życie..." Weszliśmy do środka szybki batonik:) i ruszamy do góry. Planowaliśmy właśnie tu dziś nocować. Oczywiście przed nami jeszcze zdobycie szczytu i powrót, wiec szkoda było marnować cenny czas na siedzenie. Ruszamy w górę. W oddali widzimy okolice szczytu, to jeszcze naprawdę daleko.....

Przez cała czas wspinajac się byłem bardzo skoncentrowany i uważny. Każdy krok, chwyt był "przemyslany" i pewny. Pogoda była wymarzona, chłodny słoneczny dzień. Widoczność bardzo dobra, widoki kapitalne. Przed szczytem warunki IMG 3200-1pogodowe uległy zmianie, nadal swieciło słonce jednak wiatr był bardzo silny i chłodny. Zatrzymaliśmy się, założyliśmy swetry puchowe, windstoppery i raki. Andrzej podczas przebierania się upuścił raka, widzieliśmy go przez chwilę jak spada w  dół. Spojrzeliśmy sie z Andrzejem na siebie, chwila zastanowienie i obaj bez słowa wiedzieliśmy że teraz nie ma czasu na odwrót. Idziemy dalej, dostaliśmy takiego spida, że podczas końcowego odcinka podejścia na Matta wyprzedzaliśmy kilka zespół bedących przed nami. Na stromym ośnierzonym podejściu poprostu szliśmy jak cyborgi :) bez chwili odpoczynku, postoju.

Nagle naszym oczą ukazała się koncową część naszej wspinaczki, wypłaszczona prosta ośnierzona wąska grań prowadząca na szczyt.

 szczyt 44

szczyt11

 szczyt 22

 szczyt 33

 Tak wyglądały nasze japy na szczycie naszego marzenia 2012 roku...

 Wiele razy widzialem tą drogę na youtube a teraz sam mogłem poczuć smak przejścia sie tą graniówka. Wspaniałe uczucie zdobycia szczytu jednak mam swiadomość, że to tylko narazie połowa sukcesu trzeba jeszcze bezpiecznieDSCF0115-1 dotrzeć na dół. Robimy kilka zdjęć, otaczającą nas panoramę, oddycham głeboko i cieszymy się ogromnie...

Na szczycie byliśmy o godzinie 14.55. 

Powrót na dół jest bardzo istotną sprawą. Właśnie w czasie zejścia zdarza się najwiecej wypadków, gdyż ludzie uważają że najtrudniejsze chwile są już za nimi. Bardzo błędne myślenie.. Postanowiliśmy, że ze względu na zmęczenie a złożyło się na to brak snu w noc poprzedzającą wyjście zastosujemy zjazdy. Sposób bardzo bezpieczny jednak czasochłonny. Staraliśmy się poruszać jak najszybciej, czas mijał, wiedzieliśmy już że będziemy musieli przenocować w schronie Solvey. Zaczeło się sciemniać, czuliśmy zmeczenie, wypatrywaliśmy już schronu. Do schronu znajdującym się na wysokości 4003 m n.p.m. doszliśmy już po ciemku, koło godziny 22. Schron przeznaczony do nocowania dla 6 osób. Na zewnątrz do snu szykował się jakiś hiszpan a w środku było w sumie koło 15 osób. Andrzej zdecydował się spać na zewnatrz, ja Krzysiek i Łukasz poszliśmy powalczyć o miejsce w środku. Nie było wielkiego wyboru :), ja położyłem się gdzieś w drzwiach prowadzących do małego pomieszczenia w którym oczywiście tez spali ludzie. Leżałem na jakiejś stercie butów. Łatwo sie domysleć zapachu panującego w pomieszczeniu. Łukasz leżał obok mnie, Krzysiek przy drzwiach wejściowych oczywiście był sukcesywnie obijany drzwiami przez wchodzących bądz wychodzących ludzi w nocy za potrzebą. Jakoś przeżyliśmy tą noc. Powiem szczerze, że nie czułem się wypoczęty:) ale to tylko szczegół. Szybko się zebraliśmy, batonik na śniadanie i w dół. Początkowo robiliśmy zjazdy, gdyż było bardzo stromo, ale gdy tylko teren był łagodniejszy szliśmy na lotnej. Podziwialiśmy widoki, pogoda była idealna. Czułem coraz większą radość i swobodę jednak nadal P1050543-1bylem skoncentrowany. W końcu dotarliśmy do podnurza góry. Spojrzeliśmy na siebie z Andrzejem, któryś z nas powiedział "zrobiliśmy to" przybilismy piątkę:)  przyjacielski uścisk i w koncu można było sie wyluzować. Zrobiliśmy kilka zdjęć naszej całej ekipy  i ruszyliśmy w kierunku obozowiska. Po dotarciu do namiotu, rozebraliśmy się z całego szpeju, ubranek i oddaliśmy się rozkosznemu odpoczynkowi. Wymienialiśmy nasze myśli, wrażenia, opowiadaliśmy o tym co nam najbardziej utkwiło w głowie, żartowaliśmy. Pełen luzik, należało nam sie to:).

Czas mijał a przed nami jeszcze sporo drogi powrotnej. Chcieliśmy jeszcze dziś zejść do Zerrmatu, przenocować  w tym samym miejscu, gdzie był nasz pierwszy nocleg.

Szybkie pakowanie czyć było już fajna luzną atmosferę. Schodząć w dół oczywiście śmichy chichy:) i rozmowa o nowych celach, gdzie tym razem można by wejść.

Widząc w oddali schroniska Schwarzsee przyspieszyłem, nie wiem czy świadomie czy nie ale przypomniałem sobie, że idąc tamtedy poprzednio mówiliśmy, że jeśli zdobędziemy szczyt napijemy sie zimnego piwa. Chyba czułem pragnienie:). Widok z tego schroniska przy dobrej pogodnie na Mata jest super. Zreszta wystarczy spojrzeć.

P1050564-2

 Schodząc w dół zauważyliśmy pogorszenie pogody. Siedząc przy schronisku w ciagu 20 minut pogoda radykalnie się pogorszyła. Mówiliśmy, że mieliśmy naprawdę wiele szcześcia idealnie trafilśmy w okienko pogodowe. Poniedziałek był tym idealnym dniem na wejście i właśnie w tym dniu zdobyliśmy szczyt.

 P1050565-1

Tak nas żegnał Matterhorn, to zdjęcie doskonale obrazuje siłę natury. Jeszcze dziś rano schodzać ze szczytu mieliśmy piękne słońce, 2 godziny póżniej pogoda jest zupełnie inna...

Tym bardziej czułem się szczęśliwy, że mieliśmy możliwość zdobycia Matterhorn w czasie tak pieknej pogody. Mat zrobił nam prezent nie wiem z jakiej okazji a może farciarze poprostru tak mają:)

 DSCF0161-1

Wielkie dzieki dla naszego sponsora firmy PMP Poland dzięki, której moglismy poczuć ten smak....

 

 

 

Komentarze   

 
0 #6 Roberto 2013-02-23 20:55
Dzięki Karol.
Marzenia się spełniają, potwierdzeniem tego jest nasze wejście na Matta. To był nasz główny cel ubiegłego roku. Zyczę Ci zdobycia szczytu. Kapitalne uczucie. Jeśli, chodzi o dodatkowe zabezpieczenia to nie wiele ich tam jest. Można spotkać kilka poręczówek w trudniejszych miejscach. Jeśli, nie znasz drogi wejścia na szczy to na pewno przydarzy Ci się zgubić drogę:) , gdyż jest mnóstwo pozostawionych taśm w skale, na nieprawidłowych drogach. Zawsze można się zawrócić albo wyznaczyć swoją drogę:). Nam też się to przydarzyło.
Pozdrawiam Robert.
Cytować
 
 
+1 #5 Karol 2013-02-23 16:53
Gratulacje zdobycia tej pieknej góry, nie ukrywam, że to również jedno z moich małych marzeń. Świetna relacja, fajnie się czyta. Szkoda, że mało napisaliście o ogólnych trudnościach, zabezpieczeniac h na grani itp. Byłem kilka dni przed wami na grani hornli, choć na Matta nie wchodziłem (kilka dni wcześniej wleźlismy na najwyższy szczyt Ecrins we Francji).
Cytować
 
 
+2 #4 Robert 2012-12-19 09:34
Tak Twój komentarz był pierwszy, dziękuję bardzo, są już następne to bardzo miłe, że ktoś odnajduję na tej stronie coś interesującego. Po Matterhornie są kolejne plany, projekty również ciekawe. Przed Mattem naprawdę wiele się działo i o tym też będę chciał napisać ;-)
Cytować
 
 
+2 #3 Robert 2012-12-19 09:25
Cytuję Janusz:
Fajna sprawa... gratuluję i życzę nieustającej ciekawości świata.

Cytuję Janusz:
Fajna sprawa... gratuluję i życzę nieustającej ciekawości świata.


Dziękuję, Mam jeszcze wiele planów do zrealizowania, mam nadzieję nie zabraknie mi czasu:)
Cytować
 
 
+1 #2 Janusz 2012-11-23 07:36
Fajna sprawa... gratuluję i życzę nieustającej ciekawości świata.
Cytować
 
 
+2 #1 Michał 2012-11-19 07:23
Gratuluję Tobie premiery strony, a sobie pierwszego komentarza (chyba pierwszy?). Niezła relacja!
Zakładam, że stosujesz znaną zasadę - "na początku trzęsienie ziemi a potem emocje jeszcze rosną"- to co będzie po Matterhorn-ie? :-)

pozdrawiam i powodzenia
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

?>?>